Szkoła wyższa = przedsiębiorca?

Reżim abuzywności (niedozwolonych klauzul) dotyczy umów relacji przedsiębiorca-konsument. W pewnych wypadkach to czy dany podmiot może być uznany za przedsiębiorcę może budzić wątpliwości. Taka wątpliwość dotyczy relacji student – uczelnia wyższa (publiczna lub państwowa) w zakresie zawierania odpłatnych umów na świadczenie usług edukacyjnych.

Definicje „przedsiębiorcy” znajdują się w wielu aktach prawnych. Na potrzeby ustawy o swobodzie działalności gospodarczej działalność gospodarcza jest definiowana jako zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa oraz poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także działalność zawodowa, wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły.

W związku z treścią art. 106 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym powstał problem czy szkoła wyższa (publiczna albo niepubliczna) może być uznana za przedsiębiorcę. Sęk w tym, że z tego przepisu wynika, że prowadzenie przez uczelnię działalności dydaktycznej, naukowej, badawczej, doświadczalnej, artystycznej, sportowej, diagnostycznej, rehabilitacyjnej lub leczniczej nie stanowi działalności gospodarczej w rozumieniu przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ten przepis generalnie wyklucza możliwość uznania uczelni za przedsiębiorcę.

Jednak najważniejszym w treści tego przepisu jest ostatnia jego część a mianowicie: „w rozumieniu przepisów o swobodzie działalności gospodarczej”. Chodzi więc o wyłączenie statusu uczelni jako przedsiębiorcy na gruncie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Nie oznacza to, że szkoła wyższa nigdy nie może być przedsiębiorcą. Przepis trzeba rozumieć w ten sposób, że jeśli szkoła wyższa jest przedsiębiorcą (o czym za chwilę), to do takiej działalności nie stosuje się ustawy o swobodzie działalności gospodarczej (np. z czego wynika brak obowiązku rejestracji takiej działalności).

Wyższe uczelnie (prywatne albo państwowe) mogą być przedsiębiorcami jeśli ich działalność spełnia typowe przesłanki działalności gospodarczej: a więc ma ona charakter zarobkowy oraz jest wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły.

Najbardziej klasycznym przykładem działalności uczelni, które spełnia typowe cechy działalności gospodarczej, jest właśnie działalność w zakresie odpłatnych studiów. Oznacza to, że umowy oferowane studentom w zakresie odpłatnych studiów, podlegają pełnej kontroli z punktu widzenia abuzywności klauzul. Takie stanowisko potwierdza również praktyka Prezesa UOKIK. Uczelnia wyższa (zarówno publiczna jak i prywatna) powinna w takich umowach przestrzegać reżimu przedsiębiorca-konsument, a w konsekwencji przygotowywać je tak aby nie kształtowały praw i obowiązków studentów w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając ich interesy (niedozwolone postanowienia umowne).

UOKIK vs. T-Mobile

W dniu 30 grudnia 2015 r. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał decyzję  stwierdzającą, że T-Mobile Polska S.A. stosowała praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów. Decyzja dotyczy głośnej sprawy jednostronnego podwyższenia o 5 zł opłaty abonamentowej.

T-Mobile wysłał do niektórych abonentów (w tym również konsumentów) powiadomienie o podwyższeniu opłaty. Zmiany miały wejść w życie w dniu 1 września 2014 r. W zawiadomieniu T-Mobile poinformowała abonentów, że w związku ze zmianami mają prawo rozwiązać umowę bez konieczności zapłaty kary umownej. Jednocześnie T-Mobile poinformował o możliwości przejścia na nowe oferty operatora.

Prezes UOKIK nałożył na T-Mobile karę w wysokości ponad 4,5 mln zł. T-Mobile został również zobowiązany do usunięcia skutków naruszenia prawa przez wypłacenie w terminie 4 miesięcy od uprawomocnienia się decyzji każdemu konsumentowi, do którego została wysłana informacja o jednostronnej zmianie warunków umowy, rekompensaty w wysokości 65,-zł.

Prezes UOKIK stwierdził, że zmiana treści stosunku zobowiązaniowego przez związanie wzorcem wydanym w czasie trwania tego stosunku dopuszczalna jest tylko wtedy, gdy taka możliwość została przewidziana w umowie lub we wzorcu w postaci zastrzeżenia stosownej klauzuli modyfikacyjnej. Tymczasem klauzule umowne wykorzystywane przez T-Mobile w dacie wysyłki do konsumentów powiadomień o dokonaniu jednostronnej zmiany warunków umowy zawierają jedynie opis trybu, w jakim mogą zostać wprowadzone zmiany. Nie zawierały natomiast informacji kiedy T-Mobile jest uprawniony do dokonywania jednostronnych zmian umowy.

Decyzja Prezesa UOKIK nie jest ostateczna.

Skutki konsumenckiego upadania

W dniu 31 grudnia 2014 r. weszły w życie nowe przepisy o upadłości konsumenckiej. Instytucja od zawsze budziła spore zainteresowanie konsumentów, ponieważ upadłość konsumencka pozwala na anulowanie długów. Wskutek przewartościowania celów postępowania po dniu 31 grudnia 2014 r. upadłość konsumencka jest szerzej stosowania w praktyce. Poprzednio upadłość konsumencka pełniła przede wszystkim funkcję windykacyjną (a więc miała na celu zaspokojenie wierzycieli w jak najwyższym stopniu). Obecnie podstawowym celem jest oddłużenie konsumenta (anulowanie tych długów, które konsument nie ma możliwości spłacić). Zaspokojenie, nawet częściowe, wierzycieli zostało zepchnięte na dalszy plan.

Ogłoszenie upadłości konsumenckiej pociąga zarówno dla kontrahenta, jak i dla wierzyciela daleko idące konsekwencje. Syndyk ustanowiony przez sąd upadłościowy ma prawo wypowiedzieć niektóre umowy lub od nich odstąpić. Dług staje się natychmiast wymagalny, syndyk co do zasady sprzedaje cały majątek upadłego konsumenta, środki ze sprzedaży są przekazywane wierzycielom. Po sprzedaży majątku sąd ustala plan spłaty, który może być wykonywany przed okres kolejnych 5 lat.

Odzyskanie przez wierzyciela długu w całości jest wysoce zagrożone. W praktyce niezwykle rzadko udaje się wierzycielowi odzyskać w postępowaniu upadłościowym cały dług, najczęściej uzyskuje jego niewielką część.

Możliwość ogłoszenia upadłości konsumenckiej uwarunkowana jest licznymi przesłankami. W żadnym przypadku niewypłacalność konsumenta nie może powstać z jego winy umyślnej lub wskutek rażącego niedbalstwa. Z możliwości skorzystania upadłości konsumenckiej zostali wykluczeni konsumenci, którzy w chwili zaciągania zobowiązań wiedzieli, że nie będą mogą spłacić zadłużenia.  Nie mogą ogłosić upadłości konsumenci, którym można zarzucić złą wolę w postaniu niewypłacalności. Liberalizację upadłości konsumenckiej wyraźnie widać w statystykach. Polacy masowo upadają. W 2015 r. ogłoszono ponad 2.112 upadłości konsumenckich. Liczba ta stale rośnie (w samym grudniu 2015 r.  było ich ponad 300).

Co to oznacza dla wierzyciela? Przykładowo jeśli dłużnik utracił pracę, to w konsekwencji przeprowadzonego postępowania upadłościowego dług może być nawet w całości anulowany. Wierzyciel nie będzie miał prawa dochodzić długu od konsumenta. Dotyczy to również długów, które powstały przed dniem 31 grudnia 2014 r. Pierwszeństwo oddłużenia konsumenta nad zaspokojeniem interesów jego wierzycieli powoduje, że ryzyko choroby konsumenta czy utraty przez niego źródeł dochodów, a także innych okoliczności utrudniających spłatę zadłużenia, które od zawsze obciążały dłużnika, zostały teraz przerzucone na wierzyciela.

Postępowanie przed sądem upadłościowym do momentu ogłoszenia upadłości konsumenta toczy się bez udziału wierzycieli. Wierzyciele konsumenta nie mogą zaskarżyć postanowienia sądu o ogłoszeniu upadłości kontrahenta. Wierzyciele biorą udział w postępowaniu począwszy od ogłoszenia upadłości i na etapie właściwego postępowania mogą wnosić o umorzenie postępowania ze względu na niespełnienie przesłanek koniecznych do ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Nie znając jednak sytuacji osobistej czy rodzinnej dłużnika wierzycielowi może być trudno kwestionować prawidłowość decyzji sądu o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej. Nie jest to jednak niemożliwe.

Upadłość konsumencka może być korzystna dla wierzyciela. Jeśli sytuacja finansowa dłużnika jest zła, to odzyskanie chociażby części długu jest dla niego korzystne. Po to aby uczestniczyć w postępowaniu upadłościowym nie trzeba uzyskiwać wyroku sądu; wystarczające będzie zgłoszenie wierzytelności sędziemu-komisarzowi. Pomimo ogłoszenia upadłości konsumenckiej, wierzyciel może dochodzić całego długu od poręczyciela czy współdłużnika.

Szaleństwa wyprzedaży

Rozpoczynając okres poświątecznych wyprzedaży warto zastanowić się jakie uprawnienia przysługują konsumentowi w związku z zakupem przecenionego towaru. Często zdarza się, że sprzedawcy informują konsumentów, że towar przeceniony nie podlega reklamacji. Czy prawidłowo?

Gdy przecena wynika z posezonowej wyprzedaży zakup takiego towaru co do zasady nie wpływa na sytuację konsumenta. Przeceniony towar podlega reklamacji. Kupując rzecz przecenioną ale pełnowartościową mamy tyle samo praw co w przypadku zakupu towaru po pierwotnej cenie. Jeśli posezonowo przeceniona rzecz miała wadę lub po zakupie taka rzecz się zepsuje konsument zachowuje pełnię praw, w tym prawo do złożenia reklamacji. Jeśli przeceniony towar miał wady sprzedawca nie może odmówić przyjęcia reklamacji powołując się wyłącznie na zakup towaru przecenionego.

Inaczej wygląda sytuacja gdy towar jest przeceniony właśnie ze względu na istnienie wady, o czym konsument jest w pełni świadomy. W takim przypadku konsument nie może reklamować towaru ze względu na wadę, o której wiedział w chwili zakupu. Ustawodawca założył, że skoro konsument wiedział o wadzie, to tym samym zgodził się na nabycie towaru posiadającego wadę. Trzeba jednak dokonać istotnego rozróżnienia. Konsument nie może składać reklamacji wyłącznie z powodu wady, o której widział w chwili zakupu. Jeśli jednak okaże się, że towar ma inną wadę, o której konsument nie widział w chwili zakupu, towar może być reklamowany.

Przepisy wymuszają na sprzedawcy poinformowanie konsumentów z jakich powodów cena towaru jest obniżona (czy przecena ma związek z wyprzedażą posezonową czy też jest związana z wadą towaru).

Trzeba zastrzec, że omawiane powyżej przypadki dotyczą zakupu towarów, które mają ukryte lub jawne wady. Zdarza się jednak, że po chwili zastanowienia uznajemy, że rzecz po prostu nie jest nam potrzeba i chcemy przeceniony towar zwrócić. Przepisy nie przewidują generalnej możliwości zakupionego towaru. Jednak coraz częściej sklepy wdrażając prokonsumencką politykę dopuszczają taką możliwość. Korzystając z przecen warto więc wcześniej ustalić czy sklep dopuszcza możliwość zwrotów.

Z konsumentem nie na wyłączność?

Do rejestru klauzul niedozwolonych zostało wpisane następujące postanowienie umowne: „Jeżeli w okresie obowiązywania umowy Zamawiający lub osoba pozostająca z nim w stosunku osobistym tego rodzaju, że istnieje podstawa do przyjęcia, że działa na rzecz Zamawiającego, zawrze umowę sprzedaży (…) z osobą wskazaną przez pośrednika, bez udziału  P., zobowiązany jest zapłacić P. karę umowną w wysokości należnej prowizji, o której mowa w par. 4 pkt 1 w terminie 14 dni od dokonania tej czynności.” Postanowienie zostało zakwestionowane przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w wyroku wydanym w dniu 17 kwietnia 2015 r.

Poprzednie orzecznictwo SOKIK dotyczące klauzuli wyłączności w umowach pośrednictwa

Warto zasygnalizować, że wcześniej Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał wyrok uznający za niedozwolone następujące postanowienie: „niniejsza umowa jest umową zawartą na wyłączność, co oznacza, że Zamawiający oddaje sprawę do prowadzenia tylko jednemu pośrednikowi i zobowiązuje się uiścić wyłącznie temu Pośrednikowi wynagrodzenie określone w punkcie 4, bez względu na to w jaki sposób doszło do skojarzenia stron”. Uznanie tej klauzuli za abuzywną miało swoje racjonalne uzasadnienie. Sformułowanie „bez względu na to w jaki sposób doszło do skojarzenia stron” oznacza, że pośrednikowi należy się prowizja, nawet jeśli nie wykonał swojej umowy, tj. nie skojarzył ze sobą stron umowy. Zastrzeżenie prowizji w sytuacji, w której konsument znalazł na własną rękę kontrahenta, narusza jego interesy.

Konsekwencje wyroku SOKIK z dnia 17 kwietnia 2015 r.

Wyrok SOKIK z dnia 17 kwietnia 2015 r. dotyczy diametralnie innego przypadku. Zakwestionowana klauzula reguluję m.in. sytuację, w której konsument – działający bez wiedzy pośrednika – zawiera umowę z osobą wskazaną przez pośrednika. Pobieżna analiza wyroku  z dnia 17 kwietnia 2015 r. może (choć nie musi) oznaczać, że konsument bez żadnych konsekwencji będzie mógł – z pominięciem pośrednika – kupić lub sprzedać nieruchomość od osoby wskazanej przez pośrednika, nienarażając się na żadne dodatkowe konsekwencje finansowe. W takiej sytuacji wyraźnie przecież widać, że osobą pokrzywdzoną jest pośrednik, który pomimo wykonania umowy nie otrzymuje prowizji. Z tego powodu uważam, że problem wynikający z klauzuli może być znacznie prostszy. W mojej ocenie abuzywność dotyczy jedynie części klauzuli.

Do tej pory nie zostało opublikowane uzasadnienie wyroku SOKIK z dnia 17 kwietnia 2015 r. Na razie możemy jedynie zgadywać dlaczego i w jakim zakresie klauzula została uznana za niedozwoloną. Trudno również przewidywać jakie wyrok SOKIK z dnia 17 kwietnia 2015 r. może mieć praktyczne konsekwencje dla branży pośrednictwa.

 

 

Konsumenckie potwierdzenie to żadne potwierdzenie

Konsumenckie potwierdzenie to żadne potwierdzenie

W ostatnim czasie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał interesujące orzeczenie dotyczące ciężaru dowodu w sporze konsumenta z przedsiębiorcą. Zasadnicze pytanie dotyczyło tego kto – w razie sporu sądowego – ma udowodnić, że kredytodawca należycie wykonał przedumowne obowiązki informacyjne jeśli w umowie konsument niezgodnie z prawdą potwierdził, że te obowiązki zostały wykonane. Wyrok w sprawie CA Consumer Finance SA (C-449/13) nawiązuje do istotnego założenia ochrony konsumenckiej polegającego na możliwie jak najszerszym informowaniu konsumenta przez przedsiębiorcę o jego prawach i obowiązkach.

Kredyt konsumencki

W ustawodawstwie unijnym dotyczącym kredytu konsumenckiego, a mianowicie w dyrektywie 2008/48/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 kwietnia 2008 r w sprawie umów o kredyt konsumenci, przewidziano obowiązek użycia przez kredytodawcę tzw. standardowego europejskiego arkusza informacyjnego dotyczącego kredytu konsumenckiego. Treść tego dokumentu jest ścisłe określona. Celem standardowego europejskiego arkusza informacyjnego dotyczącego kredytu konsumenckiego jest umożliwienie konsumentowi porównania ofert kredytowych.

W sprawie C-449/13 spór powstał z tego powodu, że konsumenci w umowie kredytowej potwierdzili, że otrzymali standardowy europejski arkusz informacyjny dotyczący kredytu konsumenckiego, jednak w rzeczywistości tego dokumentu nie otrzymali.

Praktyka potwierdza, ze włączanie do umów klauzul o przykładowej treści „otrzymałem/am i zapoznałem się z dokumentem …..” jest nagminne nie tylko w umowach dotyczących kredytu konsumenckiego. Przedsiębiorcy właśnie w ten sposób próbują zabezpieczać się przed ewentualnym zarzutem, że nie dopełnili przedumownych obowiązków informacyjnych.

Ciężar dowodu

Problem tkwi w tym, że zarówno przepisy unijne dotyczące kredytu konsumenckiego jak i polskie ustawodawstwo nie wskazują jednoznacznie kto – czy przedsiębiorca czy konsument – ma obowiązek w razie sporu udowodnić przed sądem czy europejski arkusz informacyjny dotyczący kredytu konsumenckiego faktycznie został konsumentowi wydany. W razie sporu ten problem jest tylko spotęgowany. Możliwe są (jak zwykle zresztą) dwa rozwiązania problemu. Pierwsze rozwiązanie zakłada, że jeśli konsument podpisał oświadczenie, że otrzymał i zapoznał się z konkretnym dokumentem, a jeśli później twierdzi inaczej, to powinien tą okoliczność udowodnić. Taki pogląd stawia konsumenta w niewątpliwie trudnej sytuacji, bowiem – poza swoimi zeznaniami – prawie na pewno nie ma on możliwości dysponowania dodatkowymi dowodami przeciwko przedsiębiorcy.

We wstępnej części uzasadnienia wyroku Trybunał Sprawiedliwości UE był w tej sprawie dość zachowawczy zasłaniając się brakiem możliwości oceny przepisów krajowych. Później jednak Trybunał Sprawiedliwości UE przyznał, że konsument nie ma możliwości udowodnienia tego, że kredytobiorca wywiązał się z obowiązków informacyjnych. Stąd Trybunał Sprawiedliwości UE wyciągnął wniosek, że zapewnienie skuteczności dyrektywy 2008/48/WE mogą zapewniać tylko takie przepisy krajowe, które zobowiązują kredytodawcę do udowodnienia przez sądem, że wypełnił obowiązki informacyjne (nawet w przypadku zawarcia w umowie zabezpieczającej klauzuli). Szczególnie ważne dla konsumentów jest następujące stwierdzenie Trybunału Sprawiedliwości UE „takie postanowienie umowne nie może pozwalać kredytodawcy na obejście ciążących na nim obowiązków (….) Ponadto konsument musi mieć zawsze możliwość podniesienia, że nie otrzymał tego arkusza lub że ten arkusz nie pozwolił kredytodawcy na wywiązanie się z ciążących na nim przedumownych obowiązków udzielenia informacji (…) Gdyby natomiast takie standardowe postanowienie oznaczało w świetle prawa krajowego uznanie przez konsumenta pełnego i prawidłowego wykonania przedumownych obowiązków ciążących na kredytodawcy, prowadziłoby to do odwrócenia ciężaru dowodu wykonania wspomnianych obowiązków, zagrażając w ten sposób skuteczności praw przyznanych dyrektywą 2008/48 ”.

Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-449/13 nie rozstrzyga kwestii ciężaru dowodu w sporach konsument vs przedsiębiorca. Uważam jednak, że sądy krajowe nie będą mogły całkowicie pominąć tego poglądu.

Zdolność kredytowa

Drugą kwestią, której dotyczy sprawa C-449/13, była odpowiedź na pytanie czy weryfikacja zdolności kredytowej konsumenta może być dokonywana na podstawie deklaracji konsumenta, czy może kredytodawca ma obowiązek zweryfikować te deklaracje. Trybunału Sprawiedliwości UE rozstrzygnął, że ocena zdolności kredytowej może być dokonywana jedynie w oparciu o oświadczenia konsumenta jednak pod dwoma warunkami, a mianowicie: 1) że te informacje są wystarczające oraz 2) są poparte dokumentami poświadczającymi. Zdaniem Trybunału same (niepoparte dokumentami) oświadczenia kredytobiorcy nie mogą zostać uznane za wystarczające dla badania zdolności kredytowej. W tym kontekście warto zaznaczyć, że polskie przepisy regulujące kredyt konsumencki, a które przewidują – odmiennie niż wynika to z wyroku w sprawie C-449/13 – że badanie zdolności kredytowej może być dokonywane na podstawie samych oświadczeń konsumenta (tak: art. 9 ust. 2 ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o kredycie konsumenckim: „Ocena zdolności kredytowej dokonywana jest na podstawie informacji uzyskanych od konsumenta lub na podstawie informacji pozyskanych z odpowiednich baz danych lub zbiorów danych kredytodawcy” – spójnik lub oznacza, że dyspozycję przepisu spełnia wystąpienie jednego zdarzenia). Widać więc wyraźny rozdźwięk pomiędzy wykładnią przepisów unijnych dokonaną przez Trybunału Sprawiedliwości UE a przepisami krajowymi. Niestety za ten rozdźwięk odpowiedzialność może ponosić co najwyższej Państwo Polskie za niewłaściwe implementowanie dyrektywy 2008/48/WE, a nie instytucje udzielające kredytów bez należytego sprawdzenia zdolności kredytowej.

Jak nie zmieniać regulaminu

W dniu 7 listopada 2014 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał ciekawe rozstrzygnięcie dotyczące skuteczności zawiadamiania konsumentów w czasie obowiązywania umowy o planowanych zmianach regulaminu. Stan faktyczny sprawy dotyczył informowania konsumentów przez operatora o zmianach regulaminu na dwóch ostatnich stronach magazynu dla abonentów. Choć operator wygrał sprawę przed Sądem Okręgowym w Warszawie (Sąd I instancji), jednak Sąd Apelacyjny w Warszawie (Sąd II instancji) przyznał rację Prezesowi UOKIK uznając działanie operatora za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów. Rozstrzygnięcie Sądu Apelacyjnego w Warszawie jest o tyle dotkliwe dla operatora, że nakłada na niego karę w wysokości 1.784.557,-zł. Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał również nałożony na operatora przez Prezesa UOKIK obowiązek publikacji korzystnego dla konsumentów rozstrzygnięcia na stronie internetowej operatora przez okres 6 miesięcy i jednokrotną publikację tej informacji na jednej z pięciu pierwszych stron dziennika o zasięgu ogólnopolskim ze średnim nakładem dziennym co najmniej 100.000 egzemplarzy w module obejmującym co najmniej 25% strony, czcionką nie mniejszą niż 12.

Jak kształtuje się procedura zmiany regulaminu?

Sprawa rozpoznawana przez Sąd Apelacyjny w Warszawie dotyczyła kwestii zmiany wzorca w czasie trwania umowy z konsumentem. Tego zagadnienia dotyczy art. 3841 kodeksu cywilnego. Zgodnie z tą normą „wzorzec wydany w czasie trwania stosunku umownego o charakterze ciągłym wiążę drugą stroną, jeżeli zostały zachowane wymania określone w art. 384, a strona nie wypowiedziała umowy w najbliższym terminie wypowiedzenia.”

Konsument musi mieć możliwość zapoznania się w sposób łatwy nie tylko z informacją o zmianie wzorca umowy (np. regulaminu), a także z treścią zmienionego postanowienia. Jeżeli konsument ma możliwość łatwego zapoznania się z tymi informacjami i jednocześnie nie skorzysta z prawa wypowiedzenia umowy, zmiana regulaminu będzie wobec niego skuteczna. Skoro konsument powinien mieć możliwość zapoznania się ze zmianami w sposób przystępny, postuluje się te informacje były konsumentowi przekazywane w wyodrębnionej i czytelnej formie.

Casus wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie

Operator wysłał do swoich abonentów magazyn wraz z zamieszczoną na ostatnich dwóch stronach informacją o planowanych zmianach regulaminu. Zmiany były dla konsumentów istotne ponieważ podwyższały kwotę należnego abonamentu. Abonenci nie otrzymali żadnej dodatkowej informacji (np. w osobnym piśmie) o planowanych przez operatora zmianach regulaminu. Nietrudno się domyślić, że większość konsumentów nie doczytała ważnej dla nich informacji w magazynie. Konsumenci często nie zwracali uwagi na treść magazynu, a o zmianie regulaminu dowiedzieli się dopiero w chwili otrzymania faktur od operatora obejmującą zwiększoną kwotę abonamentu. Nietrudno się domyślić, że takie zachowanie operatora było zgłaszane przez abonentów do Prezesa UOKIK. Prezes UOKIK przyznał rację konsumentom uznając, że komunikat operatora o zmianie regulaminu nie miał wyodrębnionej formy i nie budzącej wątpliwości treści.

Sąd Okręgowy w Warszawie w dniu 19 września 2013 r. uchylił korzystną dla konsumentów decyzję Prezesa UOKIK. W ocenie Sądu Okręgowego w Warszawie przeciętny dostatecznie dobrze poinformowany i ostrożny konsument, który otrzymał magazyn abonentów, jest w stanie odróżnić ten magazyn z innymi ofertami reklamowymi.. Zdaniem Sądu Okręgowego w Warszawie operator doręczając magazyn stworzył konsumentom realną możliwość zapoznania się ze zmianami w regulaminie, a sam przekaz komunikatu na łamach czasopisma kierowanego do abonentów nie wprowadzał abonentów w błąd.

Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 7 listopada 2014 r. uznał, że konsumenci nie byli przygotowani na to, że magazyn abonentów, który ma charakter rozrywkowo-informacyjny, będzie zawierał, poza programem TV, recenzjami, konkursami, również informacjeo zmianie regulaminu. Zdaniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie konsumenci mogli nie spodziewać się, że informacja o zmianie regulaminu zostanie zawarta w tym magazynie. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał również, że zamieszczanie przez operatora informacji o zmianie regulaminu na dwóch ostatnich stronach czasopisma kierowanego do abonentów oznacza przerzucenie na konsumentów obowiązku poszukiwania tej informacji.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 7 listopada 2014 r. jest prawomocny.

 

 

Ebookowy secondhand

Wzrastający popyt na ebooki uzasadnia pytanie czy legalnie kupionego ebooka można odsprzedać? Odpowiedź jest powiązana z instytucją wyczerpania prawa, o której pisałam tutaj. W dużym skrócie zasada wyczerpania prawa oznacza, że nabycie materialnego nośnika z utworem chronionym prawem autorskim (np. książkę) oznacza, że ten nośnik (konkretny egzemplarz książki) możemy bez zgody autora odsprzedać. W przypadku ebooka, który nie ma swojego materialnego nośnika, możliwość legalnej odsprzedaży wciąż jest kwestionowana.

Wyczerpanie prawa w prawie unijnym

Prawo unijne jest niestety niespójne.  W zależności od tego czy chodzi o program komputerowy czy o inny utwór objęty prawami autorskimi zasada wyczerpania prawa jest różnie rozumiana.

W przypadku programów komputerowych Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie UsedSoft zapoczątkował rewolucyjną linię orzeczniczą, że wyczerpanie prawa dotyczy również programów komputerowych, które przy ich pierwszej sprzedaży zostały pobrane z Internetu. Wyrok zezwala na legalną odsprzedaż licencji programu internetowego ściągniętego z Sieci, a więc takiego, który nie ma materialnego nośnika.

Zasada wyczerpania prawa w przypadku pozostałych utworów odnosi się wyłącznie do nośników materialnych (niedawny wyrok TS UE w sprawie Art & Allposters czy wydany wcześniej w sprawie Peek & Cloppenburg KG vs Cassina SpA).

Rozstrzygnięcia dotyczące używanych ebooków

Dopuszczalność odsprzedaży używanego ebooka, który został legalnie nabyty, jest w dalszym ciągu kontrowersyjna. Ebook łączy cechy zarówno programów komputerowych jak i „klasycznych” utworów. Kod źródłowy pozwalający na odczytanie książki elektronicznej przez czytnik jest chroniony podobnie jak program komputerowy. Z drugiej jednaj strony na czytniku ukazuje się tekst czy obrazy (i inne elementy graficzne), które stanowią „klasyczne” utwory, inne niż programy komputerowe.

Nie tylko ebooki, ale też programy komputerowe, są złożonymi multimedialnymi utworami. Złożony charakter programów komputerowych zauważył TS UE w sprawie Nintendo. TS UE uznał w nim, że gry wideo stanowią złożony materiał obejmujący nie tylko program komputerowy, ale także elementy graficzne i dźwiękowe, które – mimo że zostały zakodowane w języku programowania – mają samoistnie charakter twórczy. Jeśli te samodzielne elementy przyczyniają się do oryginalności utworu, są nie są chronione prawem autorskim w ramach programu komputerowego, lecz mają niezależny charakter.

Do tej pory nie doczekaliśmy się rozstrzygnięcia TS UE dotyczącego ebooków. Trzeba jednak odnotować, że pojawiają się pierwsze rozstrzygnięcia sądów krajowych co do legalnej możliwości odsprzedaży używanych ebooków.

Niemiecki sąd w Bielefed w marcu 2013 r. uznał na niekorzyść miłośników książek elektronicznych, że rozstrzygnięcie w sprawie UsedSoft nie ma zastosowania do ebooków. W świetle tego wyroku odsprzedaż bez zgody autora używanego ebooka, który został nabyty legalnie, jest niezgodna z prawem. W maju 2014 r. niemiecki sąd apelacyjny w Hamm orzekł jednak, że wyrok w sprawie UsedSoft ma zastosowanie do innych niż programy komputerowe treści cyfrowych.

Dobre wiadomości napłynęły w styczniu tego roku z Amsterdamu. Holenderski sąd apelacyjny nakazał zamknięcie portalu internetowego Tom Kabinet, za pośrednictwem którego można było sprzedać „używane ebooki”. Choć platforma została zamknięta, wyrok może być dla konsumentów korzystny. Sąd w Amsterdamie raczej skłonił się do poglądu, że sprawa UsedSoft może mieć zastosowanie do odsprzedaży używanych ebooków. Sąd nakazał zamknięcie portalu ze względu na brak mechanizmu pozwalającego na sprawdzenie czy oferowane na portalu Tom Kabinet ebooki faktycznie były „legalnie nabywane” przed jego użytkowników. Sąd podkreślił, że jeśli system będzie pozwalał na weryfikacje pochodzenia ebooka, serwis będzie mógł dalej działać.

Po raz kolejny potwierdza się zasada, że postęp technologiczny wyprzedza prawo. Uważam, że w zakresie prawa wyczerpania nie powinno być rozróżnienia pomiędzy książką papierową i elektroniczną. Wątpliwości dotyczące legalnego odsprzedawania „używanych ebooków” jednak wciąż istnieją, a ich rozwianie ostatecznie będzie należało do TS UE. Trzeba mieć jedynie nadzieję, że wydanie decydującego wyroku w sprawie ebooków nastąpi w niedługim czasie.

Wyczerpanie prawa na kanwie sprawy Art & Allposters

Serdecznie zapraszam do lektury mojego komentarza do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 22 stycznia 2015 r. w sprawie Art & Allposters (sprawa C-419/13), który został opublikowany na łamach portalu prawnik.pl. Komentarz można przeczytać tutaj.

 

Bez biletu w pendolino

W zalewie informacji dotyczących niedawnych nabytków PKP w postaci pociągów pendolino (precyzyjniej: pociągów EIC – Express InterCity Premium) wybiła się informacja o karach nakładanych na pasażerów za jazdę bez biletu. Okazało się, że w pociągach EIP konduktorzy nie prowadzą sprzedaży biletów, a pasażer nieposiadający biletu musi zapłacić, poza ceną za przejazd, również opłatę dodatkową wynoszącą 650,-zł. Dla porównania Deutsche Bahn zezwala za niewielką opłatą dodatkową na zakup biletów w pociągach Intercity Express (IE), które pędzą z prędkością do 330 km/h. Biorąc pod uwagę wysokość opłaty dodatkowej za jazdę bez biletu nie dziwi ilość osób obsługi, którzy na każdym kroku pytają podróżnych czy posiadają bilet oraz nadawane w pociągach EIP przed rozpoczęciem podróży przez kilkanaście minut męczące zapowiedzi o wysokości opłaty.

Gwarantowane systemy dystrybucji biletów

Przedsiębiorstwa kolejowe muszą zapewniać określone sposoby sprzedaży biletów kolejowych. Gwarantowany system dystrybucji biletów kolejowych reguluje ustawodawca europejski w rozporządzeniu (WE) nr 1371/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 października 2007 r. dotyczącym praw i obowiązków pasażerów w ruchu kolejowym.

Przedsiębiorstwa kolejowe dystrybuują wśród pasażerów bilety za pośrednictwem przynajmniej jednego z trzech następujących sposobów sprzedaży:

  1. w kasach biletowych lub w automatach biletowych,

  2. za pośrednictwem telefonu, Internetu lub jakichkolwiek innych, powszechnie dostępnych technologii informacyjnych,

  3. w pociągach.

PKP zapewnia dwa pierwsze sposoby nabywania biletów na pociągi EIP, tj. sprzedaż w kasach biletowych lub automatach biletowych oraz za pośrednictwem Internetu (także za pośrednictwem aplikacji mobilnych). PKP nie zdecydowało się jednak na umożliwienie sprzedaży biletów bezpośrednio w pociągu (wyjątkiem są pasażerowie niepełnosprawni, którzy mogą kupić bilet bezpośrednio u konduktora).

Z rozporządzenia (WE) nr 1371/2007 wynika że przedsiębiorstwo kolejowe może zrezygnować z dystrybuowania biletów w pociągach pod warunkiem, że takie ograniczenie lub wyłączenie jest uzasadnione ze względów bezpieczeństwa lub zwalczania nadużyć, z powodu obowiązku wcześniejszej rezerwacji lub z uzasadnionych względów handlowych (art. 9 ust. 4 rozporządzenia (WE) nr 1371/2007). Oznacza to, że nie w każdym przypadku przedsiębiorstwo kolejowe może zrezygnować ze sprzedaży biletów w pociągach, a udowodnienie okoliczności pozwalających na odstąpienie od dystrybucji biletów w pociągach spoczywa na przedsiębiorstwie kolejowym.

Przedstawiciele PKP tłumaczyli, że decyzja o wyłączeniu dystrybucji biletów w pociągach EIP podyktowana była względami technicznymi i porządkowymi w celu zapewnienia bezpieczeństwa pasażerom i zapewnienia im miejsc siedzących.

Jednak pociągi EIP nie przekraczają 200 km/h. Średnia prędkość pociągów EIP relacji Kraków-Warszawa to jedynie ok. 117 km/h (293 km przy czasie podróży 02:28). Pociągi EIP poruszają się z prędkością nieznacznie większą niż dotychczas kursujące pociągi Intercity, w których pasażerowie nadal mogą kupić bilet bezpośrednio u konduktora. Względy bezpieczeństwa nie przeszkadzają Deutsche Bahn w prowadzeniu sprzedaży biletów w pociągach, które poruszają się ze znacznie większą prędkością niż pociągi EIP.

Ciekawostką jest to, że pociągi EIP nie są wyposażone w widoczny dla pasażerów licznik pomiaru prędkości, co uniemożliwia śledzenie ich bieżącej prędkości.

Wysokość opłaty dodatkowej za jazdę w pociągach EIP bez biletu zgodna z prawem

Złą wiadomością dla podróżnych jest to, że wysokość opłaty dodatkowej za jazdę bez biletu w pociągach EIP jest zgodna z prawem.

Z rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 20 stycznia 2005 r. w sprawie sposobu ustalania wysokości opłat dodatkowych z tytułu przewozu osób, zabranych ze sobą do przewozu rzeczy i zwierząt oraz wysokości opłaty manipulacyjnej wynika, że wysokość opłaty dodatkowej pobieranej w przypadku braku dokumentu przewozowego (biletu) ustala się, biorąc za podstawę cenę najtańszego biletu jednorazowego normalnego stosowanego przez danego przewoźnika jako 50-krotność tej ceny.

Cena najtańszego biletu jednorazowego normalnego stosowana przez PKP Intercity i TLK wynosi 13,-zł. Wysokość opłaty dodatkowej, przy zastosowaniu 50-krotności ceny najtańszego biletu, wynosi właśnie 650,-zł.

Pozostaje mieć nadzieję, że pasażerom nie grozi powtórka awarii internetowego systemu sprzedaży biletów i brak kolejek przy kasach biletowych. Na zamianę dyskusyjnych zasad dystrybucji biletów lub obniżeniu opłaty dodatkowej raczej liczyć nie można.