Polityka prokonsumencka Apple?

Prawo odstąpienia od umowy przysługuje konsumentowi, z pewnymi wyjątkami, w przypadku każdej umowy zawartej na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa. Ostatnio w prasie internetowej pojawiły się informacje o wprowadzeniu przez Apple nowej polityki prokonsumenckiej. Z podawanych informacji wynika, że Apple, odmiennie niż Google, ugiął się przed nowym prawem konsumenckim uznając prawo do anulowania zamówienia w terminie 14 dni. Jak zwykle w takich przypadkach diabeł jednak tkwi w szczegółach.

Prawo odstąpienia od umowy a treści cyfrowe

Nowa ustawa z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta przewiduje, że prawo odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa lub na odległość nie przysługuje konsumentowi w odniesieniu do umów o dostarczanie treści cyfrowych (niezapisanych na nośniku materialnym), jeżeli spełnianie świadczenia rozpoczęło się za wyraźną zgodą konsumenta przed upływem terminu do odstąpienia od umowy i po poinformowaniu go przez przedsiębiorcę o utracie prawa odstąpienia od umowy.

Jeżeli konsument, poinformowany o utracie prawa odstąpienia od umowy, wyrazi zgodę na przesłanie aplikacji, traci prawo odstąpienia od umowy.

Polityka Google

Zgodnie z regulaminem Google Play, użytkownik ma prawo do odstąpienia od umowy zakupu treści cyfrowych (z wyjątkiem zakupów pojedynczych numerów gazet lub czasopism w Kiosku). Jednak w momencie dokonywania zakupu treści w Google Play użytkownik wyraża zgodę na natychmiastowe udostępnienie mu tych treści i potwierdza, że tym samym zrzeka się swojego automatycznego, ustawowego prawa do odstąpienia.

Zasadniczo więc, poza jednym wyjątkiem, regulamin Google Play potwierdza zasady wynikające z ustawy o prawach konsumenta.

Teraz parę słów o wyjątku. Google we wrześniu 2014 r. zdecydował o wydłużeniu czasu przyznanego na testowanie dedykowanych Androidowi aplikacji z 15 minut do 2 godzin. W przypadku skorzystania z tej możliwości użytkownik otrzymuje pełny zwrot środków. Prawo zwrotu w terminie 2 godzin dotyczy również aplikacji już ściągniętych przez użytkowników na swoje urządzenia. Widać więc wyraźnie, że Google przyznaje konsumentom więcej praw, niż te które wynikają z nowego ustawodawstwa.

Nowa polityka konsumencka Apple

Zgodnie z nowymi, obowiązującymi od dnia 16 grudnia 2014 r., zasadami sprzedaży usług w iTunes Store, Mac App Store, App Store i iBooks Store, klient może anulować zamówienie w ciągu 14 dni od otrzymania potwierdzenia bez podawania żadnych powodów. Wyjątek stanowią iTunes Gifts, w odniesieniu do których po wykorzystaniu kodu nie można otrzymać zwrotu. Aby dotrzymać terminu anulowania, klient powinien wysłać odpowiednią informację przed wygaśnięciem 14-dniowego okresu. W przypadku anulowania Apple zwróci płatność nie później niż 14 dni od dnia otrzymania prośby o anulowanie.

IMG_4186

Czy faktycznie koncern z Cupertino przyznaje konsumentom nowe prawa? Przeczytanie regulaminu do końca powinno pozbawić użytkowników złudzeń.

Z nowych zasad sprzedaży wynika bowiem, że nie można anulować zamówienia dotyczącego treści cyfrowych, jeśli na prośbę użytkownika zostały one dostarczone i po wyrażeniu przez niego zgody, że dostarczenie treści cyfrowych jest równoznaczne z utratą prawa do anulowania.

Widać więc wyraźnie, że nowa polityka Apple potwierdza wyjątek w prawie odstąpienia od umowy, który wynika z ustawy o prawach konsumenta, nie przewidując tym samym żadnych nowych praw dla swoich użytkowników.

Pomimo wydźwięku publikacji opisujących nową politykę konsumencką przyjętą przez Apple, nie każdy użytkownik może skorzystać z prawa odstąpienia od umowy. Prawo anulowania zamówienia dotyczy wyłącznie sytuacji, w której aplikacja nie została jeszcze dostarczona użytkownikowi. Apple pozwala na anulowanie transakcji do chwili ściągnięcia aplikacji. Jeśli użytkownik wyrazi zgodę na przesłanie aplikacji, nie przysługuje mu prawo anulowania zamówienia. Apple nie grozi więc praktyka darmowego korzystania przez konsumentów z aplikacji w okresie 14 dni, a następnie masowego anulowania zamówień.

Biorąc pod uwagę wyłącznie termin na anulowanie zamówienia, na pierwszy rzut oka wydaje się, że polityka Apple jest korzystniejsza dla konsumentów. Uważne wczytanie się w nowe zasady skłania jednak do odmiennego wniosku. W rzeczywistości Google przyznaje konsumentom więcej praw ponieważ pozwala na zwrot dostarczonych już użytkownikom treści cyfrowych.

(A)lternatywna (D)roga (R)ozjemstwa

Konsument broniący swoich praw przed sądem powszechnym niestety musi liczyć się ze znaczną przewlekłością postępowania. Bank Światowy w swoim raporcie „Doing Business 2014” informuje, że średni czas postępowań sądowych wynosi w Polsce aż 480 dni. Często zdarza się, że na wyznaczenie rozprawy trzeba czekać nawet pół roku. Postępowania „konsumenckie” nie są wyjątkiem. Aspekt finansowy połączony z charakterem sporów konsumenckich (często niewysoka kwota sporu; elementy transgraniczne) stanowi barierę dla dochodzenia przez konsumentów swoich praw. Powód (konsument) aby dochodzić swoich roszczeń przed sądem musi zapłacić opłatę sądową stanowiącą co do zasady równowartość 5% wartości dochodzonej przez niego kwoty. Aby prawa konsumenckie nie były tylko prawami zapisanymi, ale przede wszystkim stosowanymi, przewidziano możliwość skorzystania przez konsumentów z polubownych (pozasądowych) metod rozstrzygania sporów (Alternative Dispute Resolution, w skrócie: ADR).

Na czym polegają procedury ADR?

ADR zakłada interwencję neutralnego podmiotu wobec stron konfliktu (np. arbitra, mediatora), który bez udziału sądu pomaga w osiągnięciu kompromisu. Metody ADR, poza ich efektywnością i szybkością, są odformalizowane, więc przyjazne dla konsumentów. Procedury ADR są często bezpłatne. Ich stosowanie jest możliwe pod warunkiem, że obie strony sporu wyrażą na to zgodę. Jeżeli w ramach środków ADR nie uda się wypracować kompromisu, konsument zawsze może skorzystać z tradycyjnej sądowej drogi ochrony swoich praw.

Od dnia 25 grudnia 2014 r. przedsiębiorca będzie zobowiązany poinformować w sposób jasny i zrozumiały konsumentowi, najpóźniej w chwili złożenia przez konsumenta oferty zawarcia umowy, o możliwości skorzystania z pozasądowych sposobów rozpatrywania reklamacji i dochodzenia roszczeń oraz zasadach dostępu do tych procedur.

Z jakich środków ADR może skorzystać konsument, którego reklamacja nie została uznana przez przedsiębiorcę?

Mediacje konsumenckie

Wojewódzcy Inspektorzy Inspekcji Handlowej prowadzą dobrowolne mediacje konsumenckie, według przepisów ustawy o Inspekcji Handlowej. Mediacje konsumenckie są co do zasady bezpłatne. Konsument powinien się jednak liczyć z kosztami w przypadku konieczności zlecenia dodatkowej ekspertyzy (np. w celu stwierdzenia wad zakupionego towaru). Mediacje polegają na wypracowaniu (a nie narzucaniu) rozwiązania konfliktu.

Sądownictwo polubowne (arbitrażowe)

Konsument, pod pewnymi warunkami, może skorzystać z sądownictwa polubownego (arbitrażowego). Sąd polubowny to niepaństwowy podmiot orzekający w sporach jeżeli strony tego sporu zawarły tzw. zapis na sąd polubowny. Zgoda na zaangażowanie sądu polubownego może być wyrażona przed sporem, ale także już po jego powstaniu. Warto jednak pamiętać, że narzucenie przez przedsiębiorcę w regulaminie sprzedaży obowiązku dochodzenia przez konsumenta swoich praw wyłącznie przed sądem polubownym stanowi niedozwolone postanowienie umowne (tzw. klauzulę abuzywną).

Wyroki sądów polubownych mają moc taką samą jak wyrok sądu powszechnego. Strona niezadowolona z rozstrzygnięcia sądu polubownego może wnieść skargę do sądu powszechnego.

Ważną rolę w ramach sądownictwa polubownego w sprawach konsumenckich pełnią Stałe Polubowne Sądy Konsumenckie (SPSK) przy Wojewódzkich Inspektoratach Izby Handlowej. Obecnie w całej Polsce 16 funkcjonuje takich sądów, a także 15 ośrodków zamiejscowych funkcjonujących w mniejszych miastach. Warto również wspomnieć o Sądzie Polubownym przy Rzeczniku Ubezpieczonych, a także Bankowym Arbitrażu Konsumenckim działającym przy Związku Banków Polskich.

Jakie ułatwienia w przyszłości?

Plany upowszechnienia w sporach konsumenckich metod ADR są bardzo zaawansowane. Ustawodawca unijny przyjął w 21 maja 2013 r. pakiet legislacyjny kompleksowo regulujący te zagadnienie, tj. dyrektywę 2013/11/UE89 w sprawie alternatywnych metod rozstrzygania sporów konsumenckich (tzw. dyrektywa w sprawie ADR w sporach konsumenckich oraz rozporządzenie 524/2013 w sprawie internetowego systemu rozstrzygania sporów konsumenckich (tzw. rozporządzenie w sprawie ODR1 w sporach konsumenckich). Rozporządzenie zakłada stworzenie jednej platformy internetowej, za pomocą której konsumenci dokonujący zakupów w innym państwie UE będą mogli polubownie rozstrzygać spory online.

Państwa członkowskie mają obowiązek wprowadzić zasady dyrektywy 2013/11/UE89 do dnia 9 lipca 2015 r. Większość przepisów rozporządzenia w sprawie ODR w sporach konsumenckich zacznie obowiązywać dopiero od dnia 9 stycznia 2016 r.

We wrześniu 2014 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów opracował projekt założeń nowej ustawy o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich. Z tych założeń wynika, że model konsumenckiego ADR będzie miał charakter mieszany, tzn. będzie zakładał udział podmiotów publicznych oraz podmiotów niepublicznych (przedsiębiorców) z danej branży. Celem postępowania ADR będzie rozwiązanie sporu pomiędzy przedsiębiorcą a konsumentem w innych sposób niż droga sądowa. Projekt założeń proponuje wprowadzenie zasady nieodpłatności postępowania ADR lub wprowadzenia opłaty o nieznacznej wysokości (niestety bez sprecyzowania jej wysokości).

1 Online Dispute Resolution, w skrócie: ODR

Zwrot = odesłanie?

Obowiązkiem konsumenta odstępującego od umowy zawartej na odległość jest zwrot towaru. Co oznacza sformułowanie „zwrot zamówionego towaru”? Czy konsument odstępujący od umowy ma obowiązek odesłać sprzedawcy towar ponosząc jednocześnie koszty z tym związane (bliżej o zasadach rozliczeń piszę tutaj) czy może to sprzedawca powinien we własnym zakresie udać się do konsumenta i odebrać towar w jego miejscu zamieszkania? Intuicyjnie wydaje się, że konsument powinien odesłać produkt z powrotem do sprzedawcy. Czy taka teza jest jednak słuszna?

Miejsce wykonania zobowiązania

Na początek parę słów wstępu o zasadach dotyczących ustalenia miejsca wykonania zobowiązania.

Miejscem wykonania zobowiązania niepieniężnego jest miejsce zamieszkania (siedziba) dłużnika. Zasadniczo więc dług niepieniężny jest tzw. długiem odbiorczym. Przykładem świadczenia niepieniężnego jest np. obowiązek wydania rzeczy. Dłużnik powinien wydać rzecz w swoim miejscu zamieszkania, a więc nie musi jej przesyłać wierzycielowi.

Odwrotnością tej zasady jest tzw. dług oddawczy, który dotyczy świadczeń pieniężnych. Świadczeniem pieniężnym jest np. obowiązek zapłaty ceny czy wynagrodzenia. Miejscem wykonania zobowiązania pieniężnego jest miejsce zamieszkania (siedziba) wierzyciela. Dłużnik z zapłatą ceny nie może czekać na wierzyciela w swoim miejscu zamieszkania, ale musi spełnić swoje świadczenie w miejscu zamieszkania (siedzibie) wierzyciela. W praktyce, w razie niewskazania przez wierzyciela rachunku bankowego, dłużnik powinien zapłacić cenę lub wynagrodzenie przekazem na adres wierzyciela.

Strony mogą te zasady swobodnie zmienić i odmiennie ustalić miejsce wykonania zobowiązania. Zmiany mogą zostać wprowadzone przez sprzedawcę również w regulaminie sprzedaży. Zmiana zasad dotyczących miejsca wykonania zobowiązania może wynikać również z właściwości zobowiązania.

Odstąpienie od umowy przez konsumenta a zasada długu odbiorczego

Regulacja ta stanowi implementację przepisów europejskich zawartych w dyrektywie 97/7/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 20 maja 1997 r. w sprawie ochrony konsumentów w przypadku umów zawieranych na odległość. Dyrektywa nie przewiduje wprost obowiązku odesłania towaru przez konsumenta, ale reguluje kwestię wzajemnych rozliczeń. Zgodnie z jej postanowieniami konsument nie może ponosić z tytułu wykonywania swojego prawa odstąpienia od umowy żadnych opłat poza bezpośrednimi kosztami zwrotu towarów.

Co oznacza obowiązek zwrotu towaru przez konsumenta odstępującego od umowy w sytuacji, w której sprzedawca w regulaminie nie zmodyfikował zasady dotyczącej długu odbiorczego?

Niektórzy uważają, że użyte przez ustawodawcę sformułowanie „zwrot towaru” oznacza obowiązek odesłania z powrotem przez konsumenta towaru do sprzedawcy. W mojej ocenie, te poglądy nie są prawidłowe.

Zwrot może oznaczać odesłanie gdy przewiduje to regulamin

Obowiązek konsumenta zwrotu rzeczy ma charakter długu odbiorczego, a więc zasadniczo zamówiony towar powinien zostać wydany sprzedawcy w miejscu zamieszkania konsumenta. „Zwrot zamówionego towaru” nie oznacza, że konsument ma obowiązek dostarczyć towar do sprzedawcy. Równie dobrze do zwrotu może dojść w miejscu zamieszkania konsumenta.

Jeżeli w regulaminie nie zostało wprowadzone odpowiednie postanowienie modyfikujące zasadę długu odbiorczego, sprzedawca aby uzyskać z powrotem produkt musi liczyć się z koniecznością odebrania rzeczy od konsumenta na swój koszt. Konsument musi wezwać sprzedawcę do odbioru rzeczy w jego miejscu zamieszkania. Jeżeli pomimo wezwania sprzedawca nie odbierze towaru, konsument może (ale nie musi) wysłać sprzedawcy produkt, z którego rezygnuje. Jeżeli konsument towar odeśle, sprzedawca musi zrekompensować mu poniesione z tego tytułu koszty.

Aby uniknąć komplikacji dotyczących zwrotu towaru przez konsumenta odstępującego od umowy, sprzedawcy powinni w pierwszej kolejności sprawdzić postanowienia swojego regulaminu, a w razie potrzeby zmienić jego treść.

Zmiany od dnia 25 grudnia 2014 r.

Sytuację konsumenta komplikuje nowelizacja przepisów konsumenckich, która przewiduje, że konsument odstępujący od umowy ma obowiązek zwrócić rzecz przedsiębiorcy, chyba że przedsiębiorca zaproponował, że sam odbierze rzecz (art. 34 ustawy z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta2). Ustawodawca precyzuje również, że do zachowania terminu zwrotu towaru przez konsumenta odstępującego od umowy wystarczy odesłanie rzeczy przed upływem terminu.

Przepis art. 34 ust. 1 ustawy o prawach konsumenta implementuje art. 14 ust. 1 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/83/UE z dnia 25 października 2011 r. w sprawie praw konsumentów. Zgodnie z tą regulacją unijną o ile przedsiębiorca nie zaproponował, że sam odbierze towary, konsument odsyła towary. Warto również zwrócić uwagę na tekst dyrektywy opracowany w języku angielskim, z którego wyraźnie wynika, że konsument odstępujący od umowy ma obowiązek odesłać z powrotem rzecz przedsiębiorcy, chyba że przedsiębiorca zaproponował, że sam odbierze rzecz („Unless the trader has offered to collect the goods himself, the consumer shall send back the goods”).  Dla porównania w poprzedniej dyrektywie 97/7/WE unijny ustawodawca zarówno w tekście angielskim oraz polskim dyrektywy nie posługiwał się sformułowaniem odesłania lecz pojęciem „zwrot” („returning the goods”).

Ustawodawca przeciwstawia obowiązek zwrotu (a właściwie uwzględniając treść dyrektywy: obowiązek odesłania) towaru przez konsumenta zaproponowaniu przez sprzedawcę odbioru towaru. Uważam, że pomimo niefortunnej implementacji dyrektywy „zwrot” towaru oznacza obowiązek jego odesłania. Ustawa o prawach konsumenta modyfikuje zasadę długu odbiorczego w zakresie zwrotu towaru przez konsumenta odstępującego od umowy. Konsument odstępujący od umowy zawartej po dniu 25 grudnia 2014 r. będzie miał obowiązek odesłać towar na własny koszt do sprzedawcy, chyba że sprzedawca zaproponuje, że sam odbierze produkt.

 

 

1 Tekst jednolity: Dz. U. 2012 r., poz. 1225.

2  Dz. U. 2014 r., poz. 827

Produkt cyfrowy lepszy dla sklepu czy dla konsumenta?

Prawo odstąpienia od umowy stanowi podstawowy element systemu ochrony konsumenckiej. Ustawa z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta1 zmienia na korzyść konsumentów zasady odstąpienia od umowy zawartej na odległość. Wydłużony zostanie termin na skorzystanie z prawa odstąpienia z dotychczasowych 10 do 14 dni. Konsument, który nie został poinformowany o prawie odstąpienia od umowy, będzie mógł od niej odstąpić w terminie roku. Na tym zmiany w prawie odstąpienia od umowy się nie kończą. Interesująco przedstawiają się nowe zasady odstąpienia od umowy w razie kupowania produktów zapisanych na materialnych nośnikach (np. płytach CD).

Jak jest teraz?

Racją przyjętego rozwiązania jest zapobiegnięcie sytuacji, w której konsument kopiując produkt, a następnie odstępując od umowy, otrzymywałby w rzeczywistości produkt, za który w ostatecznym rozrachunku nie zapłacił.

Jak będzie po dniu 25 grudnia 2014 r.?

Nadchodzą zmiany

Zacznijmy od zmiany niekorzystnej dla konsumentów. Aktualnie konsument nie może odstąpić od umowy jeżeli sam usunął oryginalne opakowanie. Po zmianach, nie będzie miało znaczenia kto usunął oryginalne opakowanie. Można sobie wyobrazić sytuację, w której osoba trzecia (np. inny członek rodziny), bez wiedzy nabywcy, tego dokona. Przy takiej ewentualności na gruncie nowych przepisów konsument nie będzie mógł od umowy odstąpić.

Obecna ustawa odnosi się do „oryginalnego opakowania”, natomiast ustawa o prawach konsumenta do „zapieczętowanego opakowania”. Czy za zmianą nazewnictwa stoi też zmiana jakościowa? Wydaje się, że nie ponieważ pojęcia te są znaczeniowo tożsame.

Istotniejsze dla sklepów zmiany dotyczą sprzedawania danych zapisanych na informatycznych nośnikach, które nie są programami komputerowymi. Pojęcie „dane zapisane na informatycznych nośnikach” jest szersze niż określenie „programy komputerowe”. Przykładowo danymi, które nie są programami komputerowymi, są m.in. projekty architektoniczne, sprawozdania lub inne publikacje. Dziś konsument nie może odstąpić od takich umów, po dniu 25 grudnia 2014 r. konsument kupujący niebędące programami komputerowymi dane zapisane na informatycznych nośnikach będzie mógł złożyć oświadczenie o odstąpieniu od umowy.

W nieodległym czasie sklepy oferujące dane zapisane na materialnych nośnikach, które nie są programami komputerowymi, nie będą już chronione przed praktyką zwracania towarów z usuniętym oryginalnym opakowaniem. Sklep nie więc mieć problem z ponowną sprzedażą takiego towaru, nie mówiąc dodatkowo o obowiązku zwrotu konsumentowi ceny sprzedaży i kosztów dostarczenia mu towaru. Szerzej o problemie rozliczenia kosztów dostawy towaru w razie odstąpienia od umowy piszę tutaj.

Udostępnianie produktów cyfrowych drogą elektroniczną

Warto się zastanowić nad zmianą systemu dostarczania danych. Dobrym rozwiązaniem może być ich udostępnianie konsumentowi drogą elektroniczną (np. e-mailem, dostęp do serwera sklepu etc.) w formie produktów cyfrowych.

Dlaczego może być to dla sklepów korzystne? Podstawową zaletą tego rozwiązania jest ochrona przed możliwością odstąpienia od umowy. Po wejściu w życie nowych przepisów konsument, pod pewnymi dodatkowymi warunkami, nie będzie mógł od niej odstąpić. Będzie to miało miejsce wtedy, gdy produkt cyfrowy został konsumentowi udostępniony za jego wyraźną zgodą przed upływem terminu do odstąpienia od umowy (art. 38 pkt 13 ustawy o prawach konsumenta). Jeżeli konsument takiej zgody nie wyrazi, produkt cyfrowy zostanie mu udostępniony dopiero po upływie terminu odstąpienia od umowy.

Pewnym pocieszeniem dla konsumentów może być jest wyeliminowanie niepotrzebnych obciążających go kosztów dostarczenia towaru, a także skrócenie czasu oczekiwania na jego dostarczenie.

 

1 Dz. U. 2014 r., poz. 827.

2 Tekst jednolity: Dz. U. 2012 r., poz. 1225.

Seans filmowy czy reklamowy?

Czy kina poprzedzające emisję filmu pasmem reklamowym naruszają prawa konsumentów? Zapraszam do lektury mojego felietonu pt. „Seans filmowy czy reklamowy?” opublikowanego na łamach Rzeczpospolitej w dniu 1 października 2014 r. Felieton można przeczytać tutaj.

Kto płaci za zwrot zamówionego towaru?

W praktyce sklepy internetowe doliczają do ceny sprzedaży koszty przesłania towaru konsumentowi. Odstąpienie przez konsumenta od umowy zawartej na odległość oznacza stan, w którym umowa nigdy nie została zawarta. Konsument musi odesłać towar do sklepu, natomiast sklep ma obowiązek zwrotu konsumentowi dokonanych płatności. Sklepy wprowadzają w regulaminach zasadę zwrotu klientom ceny, ale pomniejszonej o koszty przesłania towaru. Czy zgodnie z prawem?

Aktualne zasady rozliczenia

Konsument, który odstąpił od umowy jest „zwolniony z wszelkich zobowiązań”, choć nie można tego rozumieć dosłownie. Konsument musi przecież odesłać towar do sklepu.

Podobna zasada wynika z dyrektywy 97/7/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 20 maja 1997 r. w sprawie ochrony konsumentów. Dyrektywa potwierdza, że w przypadku gdy konsument odstępuje od umowy, sklep jest zobowiązany do zwrotu wpłaconych kwot. Konsument nie może ponosić z tytułu wykonywania swojego prawa odstąpienia od umowy żadnych opłat poza bezpośrednimi kosztami zwrotu towarów. (art. 6 ust. 2 dyrektywy).

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z dnia 15 kwietnia 2010 r. uznał, że przepisy krajowe nie mogą obciążać konsumenta odstępującego od umowy kosztami dostarczenia mu towaru.

Sklep musi zwrócić konsumentowi koszty dostarczenia mu towaru, a naruszające tą zasadę postanowienia regulaminu są nieskuteczne. Przedsiębiorca ponosi więc wymierne ryzyko związane z odstąpieniem przez konsumenta od umowy. Sklep musi bowiem pokryć we własnym zakresie koszty dostarczenia konsumentowi towaru, którego ten ostatecznie nie kupuje.

Jak kształtują się zasady dotyczące kosztów odesłania przez konsumenta towaru do sklepu? Dyrektywa 97/7/WE wprost przewiduje, że przepisy państwa członkowskiego mogą nakładać na konsumenta obowiązek ponoszenia kosztów zwrotu towaru do sklepu. Wątpliwość wynika stąd, że ustawa tej kwestii w ogóle nie reguluje. W związku z brakiem ustawowej regulacji uznaje się, że to konsument ponosi koszty zwrotu towaru do sklepu. Takie stanowisko zajął m.in. Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział XVIII Ochrony Konkurencji i Konsumentów w wyroku z dnia 20 maja 2013 r.

Zasady wynikające z ustawy z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta

Ustawa z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta2 zmieni zasady rozliczeń w związku z odstąpieniem przez konsumenta od umowy. Zmiany wynikające z ustawy o prawach konsumenta wejdą w życie w dniu 25 grudnia 2014 r.

Jeżeli sklep dopuszcza kilka sposobów dostarczenia konsumentowi rzeczy, a konsument wybrał opcję najdroższą (np. dostarczenie „ekspresowe” przez firmę kurierską), w przypadku odstąpienia od umowy sklep zwróci nie tylko cenę, a także koszty zwykłego dostarczenia konsumentowi produktu. Różnica między kosztami zwykłego dostarczenia towaru a wybraną przez konsumenta droższą opcją będzie obciążała wyłącznie konsumenta. Warunkiem jest jednak poinformowanie konsumenta, że nie wybiera najtańszego, zwykłego sposobu dostawy. W praktyce sklepy po dniu 25 grudnia 2014 r. wprowadzą odpowiednie oznaczenia procesu składania zamówienia informujące o najtańszym (zwykłym) lub droższym sposobie dostawy.

Choć w art. 34 ust. 2 ustawy o prawach konsumenta potwierdzono, że konsument ponosi bezpośrednie koszty zwrotu rzeczy, jednak ustawa wprowadza dwa wyjątki. Sklep będzie ponosił koszty zwrotu rzeczy jeżeli zgodził się je ponieść lub jeśli nie poinformował konsumenta o konieczności poniesienia tych kosztów. Aby utrzymać dotychczasową zasadę, sklep musi poinformować konsumenta we właściwej formie o obowiązku ponoszenia kosztów odesłania produktu do sklepu.

  

1 Tekst jednolity: Dz. U. 2012 r. poz. 1225

2 Dz.U. 2014 r., poz. 827

Licencyjna rewolucja

2Utrwaloną zasadą prawa własności intelektualnej jest, iż autor wprowadzający do obrotu materialne nośniki, na których został utrwalony utwór (np. książka, płyta DVD z filmem lub muzyką) traci z chwilą sprzedaży takiego nośnika prawo do jego dalszej odsprzedaży. Wyczerpanie prawa autora do dalszej sprzedaży dotyczy konkretnych egzemplarzy utworu, utrwalonych na materialnych nośnikach. Nie naruszając praw autorskich czytelnik może bez zgody autora sprzedać zakupioną książkę. Pojawiła się jednak wątpliwość czy zasada wyczerpania praw autora do dalszej sprzedaży dotyczy również utworów wprowadzonych do obrotu w formie cyfrowej, a więc niezapisanych na materialnym nośniku (np. programy pobierane przez Internet, pliki mp3 czy ebooki). Problem ten dotyczy coraz większej grupy konsumentów, ponieważ rośnie popularność rozpowszechniania produktów w środowisku cyfrowym.

Sprawa Valve

Pierwsza głośna sprawa dotyczyła pozwu Niemieckiej Federacji Organizacji Konsumenckich (Verbraucherzentrale Bundesverband) przeciwko firmie Valve Inc. za niezgodne z prawem zakazanie użytkownikom platformy Steam odsprzedaży posiadanych przez nich kont, a w tym nabytych licencji do gier. Federalny Trybunał Sprawiedliwości (Bundesgerichtshof) w tym sporze stanął po stronie Valve.

Niemiecka Federacja Organizacji Konsumenckim drugi raz próbuje zwalczać kontrowersyjne zapisu regulaminu Valve. Ponowne otwarcie sporu jest wynikiem wydania w dniu 3 lipca 2012 r. przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej korzystnego dla konsumentów wyroku w sprawie UsedSoft GmbH przeciwko Oracle International Corp. (sprawa C-128/11). Jak na razie wyrok Sądu Rejonowego w Belinie wydany w dniu 10 lutego 2014 r. jest dla konsumentów niekorzystny. Federacja konsumentów jeszcze nie złożyła broni.

Sprawa UsedSoft vs Oracle

Jak doszło do sporu? Oracle sprzedawała licencje programów umożliwiając swoim klientom pobieranie kopii oprogramowania bezpośrednio ze strony internetowej. Licencje były sprzedawane w pakiecie dla co najmniej 25 użytkowników. Jeżeli klient nie potrzebował licencji 25 użytkowników, niepotrzebne licencje odsprzedawał UsedSoft.

Oracle złożyła przeciwko UsedSoft pozew o zaprzestanie nabywania „używanych licencji”. UsedSoft przegrał sprawę zarówno przed sądem pierwszej, jak i drugiej instancji. Gdy sprawa trafiła do niemieckiego Federalnego Trybunału Sprawiedliwości, ten zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o udzielenie odpowiedzi na pytanie dotyczące wykładni 4 ust. 2 dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/24/WE z dnia 23 kwietnia 2009 r. w sprawie ochrony prawnej programów komputerowych.1

Wątpliwości interpretacyjne

Zasada została przyjęta do polskiego porządku prawnego. Na podstawie art. 51 ust. 3 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawach autorskich i pokrewnych2, wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia

Pojawiła się wątpliwość w jaki sposób traktować nabywanie określonych produktów przez system pobierania plików z Internetu, a więc nabywanych wyłącznie w środowisku cyfrowym, w którym nie występuje klasyczna sprzedaż kopii programu komputerowego.

Zasada wyczerpania prawa a odsprzedanie „używanego” programu komputerowego

Czy wyczerpanie prawa autora do dalszego sprzedawania dotyczy programu komputerowego pobranego ze strony internetowej producenta?

Początkowo Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznawał, że sprzedaż odnosi się tylko i wyłącznie do przeniesienia własności materialnego nośnika, na którym utwór jest zapisany.3

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie UsedSoft vs Oracle jest dla tej problematyki przełomowy i najprawdopodobniej wymusi na producentach wykreślenie zapisów zakazujących odsprzedaży oprogramowania pobranego z Internetu.

Podstawą zasadą wynikającą z wyroku jest to, że sprzedażą jest wszelkie udostępnienie kopii programu komputerowego w celu nieograniczonego w czasie korzystania z niego w zamian za zapłatę ustalonej ceny. Nabywca ściągniętego za pośrednictwem Internetu programu komputerowego może bez zgody producenta odsprzedać nabytą kopię programu komputerowego. Według Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dyrektywa nie wprowadza rozróżnienia ochrony w zależności od tego czy program jest zapisany na nośniku czy też ma postać niematerialną. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej argumentował również, że sprzedaż programu komputerowego zapisanego na nośniku i sprzedaż tego programu przez pobranie go za pośrednictwem Internetu są do siebie z ekonomicznego punktu widzenia podobne.

Orzeczenie umożliwia odsprzedaż nabytych kopii programu internetowego. W praktyce można sprzedać licencję wraz z kopią nabytego programu. Nabywca nie może jednak kopiować programu i sprzedawać go bez licencji.

Odsprzedaż ebooków?

Czy wyrok w sprawie UsedSoft vs Oracle ma głębszy sens? Czy można legalnie odsprzedawać inne utwory udostępniane przez Internet, takie jak np. ebooki?

Nietrudno zgadnąć, że sprzedawcy ebooków twierdzą, że nie. Serwis empik.com zakazuje klientom rozpowszechniania nabytych przez nich ebooków.

W uzasadnieniu wyroku zastrzeżono, że orzeczenie nie powinno być stosowane do innych produktów cyfrowych. Uważam jednak, że zapoczątkowana rewolucja może mieć niebagatelne znaczenie dla odsprzedaży innych utworów nabytych za pośrednictwem Internetu. Prawdą jest, że wyrok w sprawie UsedSoft vs Oracle dotyczy przepisów wprost odnoszących się do ochrony programów komputerowych. W polskim porządku prawnym podobna zasada dotyczy jednak wszystkich utworów, w tym rozpowszechnianych w środowisku cyfrowym. Ebooki i inne pliki cyfrowe nie są wyjątkowe. Sprawa UsedSoft vs Oracle może więc mieć charakter uniwersalny.

  

1 Dz. Urz. UE L 2009 r., 111/16

2 tekst jednolity: Dz. U. 2006 r. Nr 90 poz. 631.

3 Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 17 kwietnia 2008 r. w sprawie Peek & Cloppenburg KG przeciwko Cassina SpA, numer: C-456/06.

Kupione nie znaczy zamówione?

Ustawa z dnia z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta1, która wejdzie w życie w dniu 25 grudnia 2014 r., nakłada na przedsiębiorców szczególny obowiązek informacyjny, którego niewypełnienie może prowadzić do niezawarcia z konsumentem umowy. Pojawił się pogląd, zgodnie z którym niewłaściwe oznaczenie przez przedsiębiorcę przycisku zamówienia składanego za pośrednictwem sklepu internetowego ma tę konsekwencję, że konsument otrzymuje towar niezamówiony. Przedsiębiorca musi więc zwrócić konsumentowi zapłaconą przez niego cenę, ale jednocześnie nie będzie mógł domagać się od niego zwrotu wysłanego towaru. W mojej ocenie taki pogląd jest nieprawidłowy.

Zamówienie z obowiązkiem zapłaty

Nowa ustawa o prawach konsumenta nakłada na przedsiębiorców wiele nowych obowiązków informacyjnych. Wśród nich został wymieniony obowiązek odpowiedniego oznaczenia przycisku zamówienia w przypadku zawierania umów za pośrednictwem sklepu internetowego.

W doktrynie został zaprezentowany niekorzystny dla przedsiębiorców pogląd dotyczący konsekwencji niewłaściwego oznaczenia przycisku zamówienia. Otóż podnosi się, że w przypadku niezawarcia umowy z konsumentem wskutek braku odpowiedniego oznaczenia przycisku zamówienia i dostarczenia konsumentowi produktu, zastosowanie znajdzie regulacja dotycząca wysłania konsumentowi niezamówionego towaru2.

Stosowanie przepisów dotyczących wysłania konsumentowi niezamówionego towaru

Z obecnie obowiązującej ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, a także z ustawy o prawach konsumenta wynika, że spełnienie świadczenia niezamówionego przez konsumenta następuje na ryzyko przedsiębiorcy i nie nakłada na konsumenta żadnych zobowiązań. W ustawie o prawach konsumenta doprecyzowano, że brak odpowiedzi konsumenta na niezamówione świadczenie nie stanowi zgody na zawarcie umowy.

Konsekwencją wysłania przez przedsiębiorcę niezamówionego towaru jest to, że umowa nie zostaje zawarta, nawet wtedy gdy konsument używa dostarczonego mu produktu. Konsument nie ma obowiązku płacenia ceny sprzedaży za produkt i może zignorować rachunek lub fakturę dołączoną do przesyłki. Przedsiębiorca ponosi również pełną odpowiedzialność za powstałe szkody, a także ryzyko jego utraty lub uszkodzenia produktu. Co prawda właścicielem takiego towaru jest wciąż przedsiębiorca, ale przyjmuje się, że traci on nie tylko roszczenia wobec konsumenta o zapłatę wynagrodzenia za używanie produktu, ale także o jego wydanie. Konsekwencją jest to, że przedsiębiorca nie może skutecznie domagać się od konsumenta zwrotu towaru. Konsument może więc bezpłatnie i przez cały czas używać takiego produktu.

Towar niezamówiony czy zamówiony?

Uważam, że niewłaściwe oznaczenie przez przedsiębiorcę przycisku zamówienia nie stanowi wystarczającej podstawy do stosowania przepisów dotyczących wysłania konsumentowi niezamówionego towaru.

Przepisy dotyczące wysłania konsumentowi towaru niezamówionego dotyczą sytuacji, w której konsumenci otrzymują niezamówione towary z zastrzeżeniem, że brak odpowiedzi w zastrzeżonym terminie oznacza zgodę na zawarcie umowy, a niewyrażenie takiej zgody będzie związane z ponoszeniem kosztów odesłania lub przechowywania niezamówionego towaru. W takim przypadku konsument w ogóle nie wyraża zgody na wysłanie mu produktu, a przedsiębiorcy stosując taką praktykę wywierają presję licząc na to, że konsument zamiast narażać się na dodatkowe problemy zapłaci za niezamówiony produkt lub odeśle go na własny koszt.

Nawet jeśli przycisk zamówienia nie zawiera wymaganej formuły „zamówienie z obowiązkiem zapłaty” lub innej podobnej konsument klikając w taki przycisk wyraża przecież zgodę na wysłanie do niego określonego towaru. Wysłanie konsumentowi produktu następuje więc na podstawie złożonego przez niego zamówienia, co wyklucza stosowanie niekorzystnych dla przedsiębiorców przepisów dotyczących wysłania konsumentowi niezamówionych towarów.

  

1 Dz. U. 2014 r., poz. 827.

2 B. Kaczmarek-Templin, P. Stec, D. Szostek, Ustawa o prawach konsumenta. Kodeks Cywilny (wyciąg). Komentarz, Wydawnictwo C.H. Beck, Warszawa 2014 r., s. 126

Antyreklama dewelopera

Deweloperzy kształtując treść umów sprzedaży mieszkań często stosują klauzule niedozwolone (klauzule abuzywne). Obserwowane w ostatnich latach spowolnienie na rynku nieruchomości nie wyeliminowało tej praktyki. Taki wniosek wynika również z niedawno opublikowanego przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKIK) raportu pt. „Konsument na rynku deweloperskim”. Prezes UOKIK uznał w nim, że postanowienie zezwalające deweloperowi na bezpłatne i bezterminowe reklamowanie na budynku swojej działalności stanowi klauzulę abuzywną. Istnieją jednak argumenty przemawiające na korzyść deweloperów, które nie zostały jednak wzięte pod uwagę przez Prezesa UOKIK.

Z raportu wynika m.in., że w umowach sprzedaży mieszkań zawieranych z konsumentami aż 35 deweloperów1 zamieszczało klauzulę zezwalającą im na umieszczanie na budynku bezpłatnej i bezterminowej reklamy swojej działalności gospodarczej. Reklama zasłaniająca widok z okna nabytego mieszkania? Na szczęście konsumentowi to nie grozi, ponieważ od dnia 19 grudnia 2009 r. obowiązuje zakaz instalowania nośników reklamowych, które ograniczają dopływ światła dziennego do mieszkania2.

Według Prezesa UOKIK i SOKIK bezpłatna reklama dewelopera narusza prawa konsumenta

Prezes UOKIK w decyzji z dnia 22 lipca 2014 r. nr RPZ 13/2014 r. uznał, że klauzulą niedozwoloną jest następujące postanowienie umowy:

„Nabywca niniejszym wyraża zgodę na nieodpłatne i bezterminowe umieszczenie na Budynku i pozostałych budynkach i/lub na terenie Nieruchomości reklamy Dewelopera oraz Generalnego Wykonawcy w formie zatwierdzonej przez właściwe organy oraz informacji o działalności gospodarczej prowadzonej w lokalach usługowych usytuowanych w obrębie Budynku. W przypadku lokali usługowych zasady i zakres usytuowania informacji o danym lokalu usługowym wymaga odrębnej zgody Dewelopera wyrażonej w formie pisemnej”.

W uzasadnieniu decyzji Prezes UOKIK powołał się m.in. na wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKIK) z dnia 15 lutego 2011 r., sygn. akt XVII AmC 2051/09, w którym uznał zbliżone postanowienie umowne za klauzulę abuzywną. Wyrok SOKIK nie jest jednak prawomocny.

Prezes UOKIK poinformował w komunikacie, że od początku 2014 r. zostało wydanych 16 decyzji zakazujących deweloperom stosowanie klauzul zezwalających im na bezpłatne i bezterminowe wykorzystywanie budynków dla swojej reklamy.

Zdaniem Prezesa UOKIK zakwestionowane postanowienie pozbawia właścicieli mieszkań uprawnień wynikających z ustawy o odrębnej własności lokali. Właściciel mieszkania ma prawo do współkorzystania nieruchomości wspólnej, a więc z gruntu, na którym posadowiony jest budynek, a także z innych części budynku, które nie służą do wyłącznego użytku właścicieli lokali (np. z zewnętrznych ścian budynku). Każdy właściciel mieszkania ma prawo korzystać z nieruchomości wspólnej, otrzymywać z tego tytułu zyski, ale jest też zobowiązany partycypować w kosztach jej utrzymania.

Z uzasadnienia decyzji wynika, że zakwestionowane postanowienie narusza prawa konsumentów ponieważ deweloper przyznaje sobie prawo do wyłącznego decydowania o sposobie przeznaczenia ściany budynku. Deweloper pozbawia właścicieli mieszkań dochodów związanych z wykorzystaniem części wspólnej nieruchomości. Dochody z zamieszczonej reklamy przypadają wyłącznie deweloperowi, który nie ponosi z tego tytułu żadnych obciążeń (np. kosztów remontu ściany budynku).

Argumenty korzystne dla dewelopera

Moim zdaniem Prezes UOKIK rozstrzygając problem nie wziął pod uwagę argumentów korzystnych dla deweloperów skupiając się jedynie na aspekcie nieodpłatności reklamy dewelopera. Prezes UOKIK pominął istotny dla sprawy fakt, że zgoda konsumenta na umieszczenie reklamy jest bezterminowa.

Uważam, że zakwestionowane przez Prezesa UOKIK postanowienie nie narusza interesów konsumenta. Konsument dysponuje środkami prawnymi, które pomimo obowiązywania klauzuli, gwarantują mu prawo decydowania o sposobie przeznaczenia nieruchomości wspólnej. Nabywca mieszkania może przecież już po zawarciu umowy z deweloperem w każdej chwili bez żadnych negatywnych  konsekwencji oświadczyć deweloperowi, że wycofuje zgodę na zamieszczenie nieodpłatnej reklamy. Niekorzystna dla konsumenta nieodpłatność reklamy jest uzależniona również – a właściwie przede wszystkim – od jego własnej decyzji.

 

1 W toku kontroli przeprowadzonej przez Prezesa UOKIK przebadano 1162 wzorców umów oraz 565 prospektów informacyjnych stosowanych przez deweloperów w obrocie z konsumentami.

2 Zgodnie z § 14 ust. 3 Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 16 sierpnia 1999 r. w sprawie warunków technicznych użytkowania budynków mieszkalnych, Dz. U. 1999 r., Nr 74, poz. 836 z późniejszymi zmianami.

Mikro- czy maksipłatności?

Szukamy darmowej gry i znajdujemy interesującą propozycję. Upewniamy się czy gra na pewno jest bezpłatna. Zaczynamy zabawę. Szybko okazuje się, że w podstawowej wersji aplikacja nie dostarcza nam oczekiwanej rozrywki, a jedynie frustrację ciągłego przegrywania. Aby poprawić swoje wyniki lub zwiększyć funkcjonalność gry musimy wykupić dodatkowe opcje za pomocą transakcji wewnątrz aplikacji (tzw. mikropłatności). Mikropłatności, pomimo swojej wygody, mogą być niebezpieczne dla konsumentów.

Rozrywka za darmo?

Mikropłatności są rozwiązaniem coraz bardziej popularnym. Pojawiają się również grach „oficjalnie” płatnych. Gry stosujące mikropłatności dzielą się na dwa rodzaje. Pierwszą grupę stanowią tzw. gry free-to-play. Mikropłatności w tych produktach albo nie mają wpływu na rozgrywkę (np. odpłatność dotyczy elementów estetycznych) albo zwiększają komfort płacącego gracza nie obniżając komfortu innych graczy (np. gracz kupuje przydatne narzędzie, które może zostać zdobyte również przez gracza niekorzystającego z płatnej opcji). Drugą grupę stanowią tzw. gry pay-to-win gdzie mikropłatności są konieczne, by rywalizować z innymi graczami lub osiągnąć zamierzony cel. Bez nich korzystanie z gry jest niemożliwe lub bardzo utrudnione.

Czy mikropłatności naruszają prawa konsumenta?

Oznaczenie gry free-to-play jako darmowej nie wprowadza konsumenta w błąd, ponieważ bezpłatnie konsument otrzymuje grę o pełnej funkcjonalności. Niebezpieczna dla konsumenta może być „bezpłatna” gra pay-to-win ponieważ takie oznaczenie może wprowadzać konsumenta w błąd. Konsument może być przekonany, że korzystanie z każdego trybu gry pay-to-win jest bezpłatne. W rzeczywistości gra pay-to-win jest darmowa jedynie w trybie podstawowym, który wymusza dokupywanie płatnych opcji.

Mikropłatnościami zajmował się Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w postępowaniu przeciwko producentom gry „Wojna Czołgów”. Pozycja ta była reklamowana jako bezpłatna. W rzeczywistości dostęp do niektórych jej trybów był odpłatny. Prezes UOKIK w decyzji z dnia 20 czerwca 2012 r. (nr sprawy RPZ-61/24/11/JM) uznał, że doszło do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów, ponieważ przeciętny konsument zapoznający się z reklamą gry mógł uznać, że sformułowanie „za darmo” odnosi się do korzystania z gry w każdym jej trybie, a nie tylko w trybie podstawowym. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKIK) w wyroku z dnia 30 maja 2014 r., sygn. akt: XVII AmA 95/12, podtrzymał stanowisko Prezesa UOKIK.

Gry z mikropłatnościami nie będą „bezpłatne”

Od pewnego czasu obserwujemy masowe działania mające na celu wyeliminowanie mikropłatności w „darmowych” grach. Widoczne jest dążenie do zwiększenia bezpieczeństwa dzieci, które korzystają z mikropłatności bez zezwolenia rodziców.

Komisja Europejska w oświadczeniu prasowym z dnia 18 lipca 2014 r. poinformowała, że Consumer Protection Cooperation (CPC) skierował w grudniu 2013 r. wnioski w tej sprawie do firm Apple, Google oraz do Europejskiej Federacji Producentów Oprogramowania Interaktywnego. Zdaniem CPC gry reklamowane jako „bezpłatne” nie mogą wprowadzać konsumentów w błąd co do faktycznych kosztów korzystania z tych gier oraz nie mogą zachęcać dzieci do kupowania artykułów w ramach danej gry.

Komisja Europejska poinformowała, że Google zdecydował się na wprowadzenie licznych zmian, które mają zostać wdrożone do końca września 2014 r. Google usunie oznaczenie „darmowe” w opisie gier, w których stosowane są mikropłatności.

Wcześniej Apple w ugodzie zawartej z amerykańską Federalną Komisją Handlu (FTC) zobowiązał się do zwrotu 32,5 mld dolarów rodzicom, których dzieci nieświadomie korzystały z mikropłatności. Apple zobligował się do wprowadzenia ostrzeżeń przed mikropłatnościami. W systemie iOS 7.1 gry i aplikacje z mikropłatnościami zawierają specjalne oznaczenie „In-App Purchases”.

Ostatnio głośno jest o pozwie złożonym przez FTC przeciwko Amazon.com Inc. FTC zarzuca, że Amazon nie zabezpiecza swoich aplikacji przed dziećmi, które używając mikropłatności beztrosko wykupują bez zgody rodziców dodatkowe płatne opcje.